...
Heh heh, tak, tak, robaczki, ja jeszcze nie śpię i mam kolejny rozdział. Mogę? Robię. Heheh...
Enjoy :)
Rozdział Czwarty
O Glitchu Mowa
Nadchodził już wieczór. Victoria dalej grała jak zaczarowana w jakąś grę na konsoli. Prosta gierka, biegasz po mapie, wojna, strzelasz, zabijasz, przeżywasz fabułę.
W pewnej chwili coś zaczęło jej przeszkadzać, a mianowicie postacie, które zaczęły dziwnie się poruszać. Nienaturalnie.
W pewnej chwili zaczęły się po prostu glitchować.
Tori rzuciła padem o ekran telewizora przeklinając pod nosem kolejny shit, który pojawił się na rynku, zbija miliony, a nawet nie działa. Ekran o dziwo przetrwał uderzenie joysticka.
Siedziała więc zawiedziona na kanapie i wpatrywała się w masakrę, która działa się na mapie. I nie, tu nie chodziło o fabułę, która na chwilę ją wciągnęła.
W pewnej chwili ziemia, po której stąpał gracz wraz ze swoimi kompanami, wrogami i resztą świrów, zaczęła się podnosić. Tworzyła wir. Tornado.
Dziewczyna podniosła pad i unosząc brew odsuwała swoją postać od tego zjawiska, by mieć lepszy widok. Tak to było tornado. Pochłaniało obiekty w grze oraz postacie w niej zawarte. Gra wciąż starała się kontynuować rozgrywkę jak gdyby nic się nie stało.
Tori już całkiem rozkojarzona nagłym zwrotem akcji, skierowała swoją postać na południe i starała się uciec od rosnącego zglitchowanego wiru, pochłaniającego powoli całą mapę niczym wąż powoli przełyka i trawi swoją ofiarę. Nie śmiała resetować gry, ani co gorsza - jej wyłączać. Akcja, choć kompletnie niezgodna z tym co zawarte było w kodzie gry, robiła się coraz ciekawsza.
Więc biegła przez to, co zostało z mapy i obserwowała to przerażające zjawisko. Obiekty latały nad głową jej postaci, ludzie, którzy stali i czekali na interakcję ze strony dziewczyny, wykręcali swoje ciała, deformowali twarze i zostali wciągani do tego potwora.
W końcu mapa skończyła się, interakcja z drzwiami, prowadzące do kolejnego poziomu, została nagle zablokowana. Wir więc wciągnął i Victorię, a ona obserwowała jak jej postać ogarnia chaos by w końcu ekran stał się czarny.
Siedziała przez około 3 minuty przed ekranem nie wiedząc co o tym sądzić po czym powoli położyła
pad na kanapie. Jej ruchy były powolne, jakby w pobliżu czaiła się bestia, która tylko czyha na jej życie.
Wolno skierowała rękę w stronę poduszki, wciąż wpatrując się w ekran. Podniosła poduszkę i wyciągnęła swój baseball.
Po czym rozwaliła konsolę na kawałki razem z płytą w środku.
Ta cholerna piep###### gra miała pomóc jej zapomnieć o tym dziwnym poranku, a właśnie ją pogrążyła. Miała zapomnieć o JEGO wizycie....
- Nie spodobała ci się gra?
Westchnęła. O wilku mowa. Odwróciła głowę w jego stronę
- TY to zrobiłeś?
- Grę? Nieee. Małą korupcję? Owszem.
Westchnęła ciężko, położyła swój kij na swoje ramiona, oparła szyję na baseballu i kopnęła resztki konsoli w stronę Reflectiona.
- Masz, bierz ten szajs. Mam lepsze rzeczy do roboty niż gadanie z tobą.
Odwróciła się na pięcie i wpadła na niego.
- Zgrywasz niedostępną, co ? Heheheh, well, twoja mina, gdy pokazałem ten wir szaleństwa... BEZCENNA.
Powstrzymała się od kopnięcia go w krocze (jakimś cudem), ominęła go i skierowała się w stronę pokoju.
- Uh-huh, whatever.
- A kto posprząta ten syf?
- Jaki syf? Ja żadnego syfu nie widzę.
Zamknęła się w pokoju, westchnęła po raz chyba setny tego dnia i osunęła się pod drzwi na ziemię.
Tak bardzo teraz marzyła o powrocie Shaten. Zawsze, gdy ktoś nagle przychodził do niej, coś od niej chciał, Reflection znikał. Dlaczego teraz tak nie może być?
Objęła swoje nogi zastanawiając się, jak wygonić zamaskowanego bez zniszczenia połowy domu.
- Hey, Baseball-Girl, what's wrong? - kucał obok niej i zdjął włosy z jej twarzy.
- Chcę sobie spokojnie pograć w grę, spędzić spokojnie we własnym stylu dzień, ale zawsze jakiś debil w masce musi mi przeszkodzić. Coś jeszcze ?
- Hey, hey, nie pędź tak, bo się potkniesz. Moja obecność nie może być taka zła. Możemy pograć razem w grę.
Zerknęła na niego kątem oka, unosząc brew, po czym gwałtownie się odsunęła.
- Heh, heh, widzę, że wiesz o co mi chodzi. Po prostu niektóre zabawki nigdy się nie nudzą - wstał i przeciągnął się - Ale jeśli koniecznie nie chcesz mojej obecności tutaj i chcesz się nudzić resztę dnia, nie bronię. Jakbyś się czuła samotnie w łóżku to wiesz, gdzie zadzwonić.
Zaśmiał się po czym się rozpłynął.
Tori odetchnęła z ulgą, ale w głębi duszy zastanawiała się nad inną wersją wydarzeń.
Nad innymi możliwościami spędzenia dzisiejszego dziwnego dnia.
Tak, wiem, jak zwykle krótki. No, ale... ya know jest już 00:56, chcę się wyspać, chodź dzisiaj mam wolne i może coś jeszcze wrzucę.
Mogę? Wrzucam :) He he he....
Sweetnightmares.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz