piątek, 14 października 2016

CHYD Fanfiction - Viflection #6

Here we go.








              Rozdział Szósty
                                      Chwila słabości




Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. W jednej chwili kierowała się w stronę domu, a w drugiej stała jak słup soli pod pniem drzewa, będąc przygnieciona przez jej wroga. Wzdrygnęła się i próbowała go od siebie odsunąć jak najdalej i uciec, ale Suriv przygniótł ją na tyle mocno, by uniemożliwić jej większość ruchów.
- Puszczaj - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
- Bo ? - zaśmiał się cicho. Nie cierpiała jego śmiechu. Nie cierpiała jego ciała. Nie cierpiała całego jego całą sobą.
Czując, że zdejmuje jej kurtkę i wsadza ręce pod jej koszulkę, zaczęła się wierzgać na wszystkie strony. Reflection nic sobie z tego nie robił i kontynuował. Ręką błądził gdzieś po jej plecach najwyraźniej szukając końców stanika.
Wzdrygnęła się po raz kolejny. Halo? Gdzie są jej moce?
Ref najwyraźniej wyczuł jej zamiary, gdyż nim ona cokolwiek zdążyła zrobić, on wyciągnął z kieszeni bluzy strzykawkę z zielonkawo-fioletowym płynem, odgarnął włosy z szyi, pocałował to miejsce i wbił igłę aplikując substancję.
Jęknęła cicho z bólu, czując, jak jej oczy szybko zamgliły się, a sama zrobiła się słabsza.
Na tyle słaba, by nie mogła nawet rozpalić najmniejszego płomyka w jej dłoni.
Za to płomień rozpalił się w spojrzeniu jej wroga, gdy już miał pewność, że to on wygra tę walkę.
Rozpiął stanik, wyciągnął spod jej koszulki i rzucił go gdzieś na bok. Victoria wciąż utrzymując świadomość tego co się dzieje, próbowała go od siebie odepchnąć, jednak z każdą sekundą jej ruchy stawały się coraz słabsze, ona gdzieś odpływała w sidła mroku.
Reflection w pewnym momencie nagle uchylił swoją maskę, tak by widoczna była dolna część twarzy, by po chwili pocałować prosto w usta dziewczynę.
Poczuła jak zimno ogarnia ją od środka, kręciło się jej w głowie, zamknęła oczy i marzyła o tym, by to się skończyło.
Ostatnie co usłyszała to kobiecy krzyk, gdzieś za nimi.






CHYD Fanfiction - Viflection #5

Żebraki żebrają o kolejny rozdział, to łaskawie go napiszę.





              Rozdział Piąty
                                      Jezioro





Victoria siedziała na łóżku opierając się plecami o ścianę, wciąż czekając na Shaten bądź kogokolwiek innego. Gdzie wszystkich wcięło ?
Rozmyślała w pewnej chwili nad ponownym spacerkiem do miasta po nowe zabawki, ale zrezygnowała z tego pomysłu, gdy tylko przypomniała sobie incydent z grą na konsolę.
Kusiło ją coraz mocniej by wyciągnąć swój telefon i wstukać numer do Reflectiona. Typowe : 666.
Kręciła raz po raz głową by odgonić od siebie ten głupi pomysł.
No ale nuda właziła jej już między palce u stóp, a Shaten dalej nie ma. Gdzie ona do cholery jasnej jest ?
W końcu westchnęła, wyciągnęła z kieszeni spodni telefon i wystukała na ekranie wspomniany numer. Przez chwilę zastanawiała się czy to nie jest przypadkiem najgorszy wybór w jej życiu. W końcu potwierdziła numer i zadzwoniła.
Odezwała się poczta głosowa. Przewróciła jedynie oczami i się rozłączyła.
W końcu zdecydowała się wstać, ubrać kurtkę i wyjść ponownie z domu by tym razem wybrać się nad jezioro. Gdyby wiedziała gdzie mieszka Rig z Adrienem to już dawno zrobiłaby im "wjazd na chatę", jednak tej wiedzy nie posiadała, więc pozostało jej albo rozrabiać w mieście albo rozmyślać nad sensem istnienia ludzkiego nad jeziorem.
W pewnej chwili poczuła coś chłodnego na szyi. Odwróciła się gwałtownie, jednak tym chłodnym gościem, który zawitał na jej szyi, nie była ręka Reflectiona ani Riga, tylko płatek śniegu. Spojrzała w niebo. Tak, zaczął padać śnieg. Dlaczego tak gwałtownie zaczęła reagować na takie rzeczy ?
Wzruszyła ramionami i kontynuowała spacer, by w końcu dotrzeć nad jezioro i gapić się we własne odbicie w zimnej jak lód wodzie.
Pionowe źrenice jej oczu obserwowały świat wokół niej. robiło się już powoli ciemno, widziała gdzieś nad koroną drzew zachód słońca.
Zaczęło robić się coraz zimniej, schowała swe ręce do kieszeni i odwróciła się na pięcie by nagle znaleźć się przygnieciona do pnia pobliskiego drzewa.
Kompletnie zdezorientowana świdrowała oczami dookoła, zarejestrowała zamaskowanego chłopaka, który ją przygniótł swoim ciałem do drzewa.
- Mówiłem byś nie łaziła sama...






czwartek, 13 października 2016

CHYD Fanfiction - Viflection #4

...
Heh heh, tak, tak, robaczki, ja jeszcze nie śpię i mam kolejny rozdział. Mogę? Robię. Heheh...
Enjoy :)




              Rozdział Czwarty
                                      O Glitchu Mowa


Nadchodził już wieczór. Victoria dalej grała jak zaczarowana w jakąś grę na konsoli. Prosta gierka, biegasz po mapie, wojna, strzelasz, zabijasz, przeżywasz fabułę.
W pewnej chwili coś zaczęło jej przeszkadzać, a mianowicie postacie, które zaczęły dziwnie się poruszać. Nienaturalnie.
W pewnej chwili zaczęły się po prostu glitchować.
Tori rzuciła padem o ekran telewizora przeklinając pod nosem kolejny shit, który pojawił się na rynku, zbija miliony, a nawet nie działa. Ekran o dziwo przetrwał uderzenie joysticka.
Siedziała więc zawiedziona na kanapie i wpatrywała się w masakrę, która działa się na mapie. I nie, tu nie chodziło o fabułę, która na chwilę ją wciągnęła.
W pewnej chwili ziemia, po której stąpał gracz wraz ze swoimi kompanami, wrogami i resztą świrów, zaczęła się podnosić. Tworzyła wir. Tornado.
Dziewczyna podniosła pad i unosząc brew odsuwała swoją postać od tego zjawiska, by mieć lepszy widok. Tak to było tornado. Pochłaniało obiekty w grze oraz postacie w niej zawarte. Gra wciąż starała się kontynuować rozgrywkę jak gdyby nic się nie stało.
Tori już całkiem rozkojarzona nagłym zwrotem akcji, skierowała swoją postać na południe i starała się uciec od rosnącego zglitchowanego wiru, pochłaniającego powoli całą mapę niczym wąż powoli przełyka i trawi swoją ofiarę. Nie śmiała resetować gry, ani co gorsza - jej wyłączać. Akcja, choć kompletnie niezgodna z tym co zawarte było w kodzie gry, robiła się coraz ciekawsza.
Więc biegła przez to, co zostało z mapy i obserwowała to przerażające zjawisko. Obiekty latały nad głową jej postaci, ludzie, którzy stali i czekali na interakcję ze strony dziewczyny, wykręcali swoje ciała, deformowali twarze i zostali wciągani do tego potwora.
W końcu mapa skończyła się, interakcja z drzwiami, prowadzące do kolejnego poziomu, została nagle zablokowana. Wir więc wciągnął i Victorię, a ona obserwowała jak jej postać ogarnia chaos by w końcu ekran stał się czarny.
Siedziała przez około 3 minuty przed ekranem nie wiedząc co o tym sądzić po czym powoli położyła
pad na kanapie. Jej ruchy były powolne, jakby w pobliżu czaiła się bestia, która tylko czyha na jej życie.
Wolno skierowała rękę w stronę poduszki, wciąż wpatrując się w ekran. Podniosła poduszkę i wyciągnęła swój baseball.
Po czym rozwaliła konsolę na kawałki razem z płytą w środku.
Ta cholerna piep###### gra miała pomóc jej zapomnieć o tym dziwnym poranku, a właśnie ją pogrążyła. Miała zapomnieć o JEGO wizycie....

- Nie spodobała ci się gra?
Westchnęła. O wilku mowa. Odwróciła głowę w jego stronę
- TY  to zrobiłeś?
- Grę? Nieee. Małą korupcję? Owszem. 
Westchnęła ciężko, położyła swój kij na swoje ramiona, oparła szyję na baseballu i kopnęła resztki konsoli w stronę Reflectiona.
- Masz, bierz ten szajs. Mam lepsze rzeczy do roboty niż gadanie z tobą.
Odwróciła się na pięcie i wpadła na niego.
- Zgrywasz niedostępną, co ? Heheheh, well, twoja mina, gdy pokazałem ten wir szaleństwa... BEZCENNA.
Powstrzymała się od kopnięcia go w krocze (jakimś cudem), ominęła go i skierowała się w stronę pokoju.
- Uh-huh, whatever.
- A kto posprząta ten syf?
- Jaki syf? Ja żadnego syfu nie widzę.
Zamknęła się w pokoju, westchnęła po raz chyba setny tego dnia i osunęła się pod drzwi na ziemię.
Tak bardzo teraz marzyła o powrocie Shaten. Zawsze, gdy ktoś nagle przychodził do niej, coś od niej chciał, Reflection znikał. Dlaczego teraz tak nie może być?
Objęła swoje nogi zastanawiając się, jak wygonić zamaskowanego bez zniszczenia połowy domu.
- Hey, Baseball-Girl, what's wrong? - kucał obok niej i zdjął włosy z jej twarzy.
- Chcę sobie spokojnie pograć w grę, spędzić spokojnie we własnym stylu dzień, ale zawsze jakiś debil w masce musi mi przeszkodzić. Coś jeszcze ?
- Hey, hey, nie pędź tak, bo się potkniesz. Moja obecność nie może być taka zła. Możemy pograć razem w grę.
Zerknęła na niego kątem oka, unosząc brew, po czym gwałtownie się odsunęła.
- Heh, heh, widzę, że wiesz o co mi chodzi. Po prostu niektóre zabawki nigdy się nie nudzą - wstał i przeciągnął się - Ale jeśli koniecznie nie chcesz mojej obecności tutaj i chcesz się nudzić resztę dnia, nie bronię. Jakbyś się czuła samotnie w łóżku to wiesz, gdzie zadzwonić.
Zaśmiał się po czym się rozpłynął.
Tori odetchnęła z ulgą, ale w głębi duszy zastanawiała się nad inną wersją wydarzeń.
Nad innymi możliwościami spędzenia dzisiejszego dziwnego dnia.




  Tak, wiem, jak zwykle krótki. No, ale... ya know jest już 00:56, chcę się wyspać, chodź dzisiaj mam wolne i może coś jeszcze wrzucę.
Mogę? Wrzucam :) He he he....
Sweetnightmares.
 

CHYD Fanfiction - Viflection #3

Nie.





              Rozdział Trzeci
                                      Mały Skok, Duży Łup




Zgubiła go. A przynajmniej taką miała nadzieję. Odetchnęła z ulgą i już spokojnym krokiem spacerowała przez las pokryty puchem. Niedawno padał śnieg.
Zastanawiała się nad snem. Nad tym, gdzie jest Shaten. Nad tym, co robi Rig. Nad tym, czego chce od niej Reflection. Nad tym, dlaczego nie ma Adriena.
Zastanawiała się nad wieloma rzeczami. Skręciła się w stronę parku, a potem w stronę miasta, jakby chcąc zrobić na złość całemu światu i zamaskowanemu dziwakowi.
Ignorując wszelkie oznaki tego, że policja może kręcić się w pobliżu, wyciągnęła swój ukochany baseball. Niemalże nigdy się z nim nie rozstawała.
Przechodząc obok różnych sklepów, zainteresował ją jeden z najnowszą konsolą i grami.
Wyciągnęła więc swoje narzędzie do tego typu spraw i rozbiła szybę, wzięła konsolę spakowała do plecaka razem z paroma grami i nic sobie z tego nie robiąc, poszła sobie dalej.
Właściciel sklepu przez chwilę stał w miejscu z rozwartymi ustami jakby nie wierząc w  to co się stało po czym zawołał dwóch pracowników i usiadł na fotelu przecierając twarz.
A ona żując gumę (którą tak przy okazji też zwędziła) spacerowała sobie po mieście i niczym typowa dziewczyna spoglądała na prezentowane telewizory, gry. telefony i inne gadżety. Usłyszała jakieś krzyki, odwróciła się unosząc brew i w ostatniej chwili uniknęła kuli, która za sekundę już by ją powaliła. Z łatwością uniknęła już kolejnych strzałów by wziąć pierwszą lepszą lampę, rzucić w napastników i zwiać, gdy oni zdezorientowani unikną nagłego ataku lampy.
Kolejne strzały padały w ścianę, w szyby czasem i auta, Victoria robiła raz po raz unik, by w końcu skręcić i ukryć się za ścianą.
- Gdzie ona jest? - usłyszała - Ta cholerna lampa...
Gdy jeden z pracowników sklepu zajrzał za ścianę, ona oddała jeden cios, który wystarczył, aby powalić mężczyznę na ziemię.
- Peter?
Drugi pracownik popełnił ten sam błąd, więc tak samo skończył.
Nim syreny policyjne zawyły, Victoria już była w drodze do domu. Szybka piłka.
Ten mały skok pozwolił jej na chwilę zapomnieć o porannych problemach.
Cieszyła się więc nową konsolą i nową grą przez całe popołudnie.
Jednak każda gra ma swój błąd, swój glitch, swój error.


CHYD Fanfiction - Viflection #2

Uh-huh... well.. ee..
Let's just get the point.







              Rozdział Drugi
                                      Niespokojny Ranek




- Tęskniłaś?
Dziewczyna natychmiast odepchnęła go od siebie i się odwróciła. Tak to on. Chłopak w masce. Reflection Suriv. Ten debil.
- Nie. Czego tym razem chcesz? Znowu zadręczyć mnie zapowiedziami końca świata?
Chłopak pokręcił przecząco głową i zaśmiał się.
- Ależ nie, po cóż miałbym przychodzić spoilerować aż tyle rzeczy?
Westchnęła słysząc kolejne pierdoły, nad którymi nie chciało się jej zastanawiać. Zwykła strata cennego czasu.
- Nie zawracaj mi głowy, mam dzisiaj za dużo spraw na głowie, by na ciebie znowu tracić czas.
Skierowała się do kuchni odłożyć kubek do umywalki, mamrocząc coś pod nosem.
Suriv nic z tego sobie nie robiąc wszedł do kuchni za nią i oparł się o framugę drzwi.
- Naaa przykład ?
Victoria oparła się rękoma o blat próbując na szybko wymyślić jakąś szybką wymówkę.
- Nie twój interes. A teraz jeśli możesz, wyjdź - skierowała się do swojego pokoju by się jak najszybciej ubrać i wyjść stąd. Jak go przegonić?
- Przecież wiesz, że nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać o czymś innym niż tylko misterne plany jak zabić osoby, które stoją mi na drodze. 
Zamknęła mu drzwi na klucz tuż przed nosem. Ha! Niech się pier####!
Szybko wyciągnęła z szafy pierwsze ciuchy, które wpadły jej w ręce, odwróciła się na pięcie i wpadła na Reflectiona.
- Pomóc? - zaśmiał się cicho.
- Nie dzięki - wyrzuciła go z pokoju, zamknęła się jeszcze raz na klucz (wiedząc, że to i tak na niego nie zadziała) i usiadła na łóżko starając się w miarę szybko się przebrać, nim on znowu tu wejdzie.
Wstała naciągając spodnie na siebie i sięgnęła po koszulkę... a raczej kołdrę.
Warknęła i spojrzała na lewitującego w powietrzu chłopaka, który najwyraźniej miał w tej chwili z niej niezły ubaw.
- Dobrze się bawisz?
- Wyśmienicie.
- To super, oddaj koszulkę i wyjdź. Nie mam ochoty na pierniczenie się z tobą.
- Czy to miał być podtekst? 
Wzdrygnęła się i wyrwała jemu z ręki koszulkę, odwróciła się do niego plecami i ściągnęła tą, w której spała, starając się ignorować natrętnego Reflectiona.
 On rozłożył się w powietrzu i patrzył na jej plecy jakby rozmyślając nad czymś.
- Actually, mogłabyś po prostu udać się do łazienki i dokończyć tę czynność samotnie.
- Byś znowu mnie nachodził? - przewróciła oczami - Nie, dzięki, mówiłam, że nie mam ochoty tracić na ciebie czasu. Wolę to już mieć za sobą i wyjść.
- Dokąd? - udał zatroskany ton głosu - Przecież wiesz, że w mieście zrobiło się bardzo niebezpiecznie! Dziewczyna, taka jak ty nie powinna teraz spacerować sama po ulicach.
 Już ubrana dziewczyna, oblała go morderczym spojrzeniem po czym wyszła z pokoju, założyła kurtkę i wyszła bez słowa, mając serdecznie dosyć nieproszonego gościa.
Ale czy to koniec wrażeń na dziś?
 

CHYD Fanfiction - Viflection #1

Okaaaaay, od razuu mówię. To jest tylko jedno z tych chorych ff itd. itd. wiecie o co mi chodzi. A jak nie wiecie to zapraszam do chorej i bezsensownej lektury.
Mogą oczywiście zdarzyć się błędy i tak dalej, bla bla bla, it's just a fu##### fanfiction, okaaay? Thanks.
PS : Nie, nie czytałem "I Hate Not Love" i jak na razie, nie mam na to czasu.





              Rozdział Pierwszy
                                      Nieproszony gość




19 letnia Victoria Cortez po raz kolejny obudziła się z zimnym potem na jej ciele. Była to średniego wzrostu dziewczyna posiadająca srebrne włosy oraz kocie oczy z pionowymi źrenicami. Mieszkała u  Shaten, jej przyjaciółki.
Przetarła twarz ręką i się rozejrzała w poszukiwaniu Shaten. Czyżby usłyszała jej krzyk? Gdyby usłyszała przybiegłaby już dawno.
Wstała i bez zbędnych ceregieli udała się do kuchni by zrobić sobie kawę.
Starała się nie myśleć o tym co przed chwilką widziała. Jednak to co zobaczyła przekroczyło wszelkie oczekiwania.
Najgorsze było to, że te sny były związane z jej wrogiem w masce. Zwał siebie Reflection Suriv, już parę razy się jej pokazał. Wygląda na to, że wkurzanie jej sprawia jemu przyjemność. Ughh...
usiadła w salonie i włączyła TV popijając jeszcze gorącą kawę. Nawet wiadomości o masowych morderstwach przeprowadzonych w jej mieście w ogóle jej nie interesowały.
Glitche... te glitche.... i śmiech...
Pokręciła głową. Co ją w ogóle to obchodzi? Widziała 3 razy gorsze rzeczy.
Więc skupiła się na wiadomościach. Akurat pokazywano zniszczenia dokonane w mieście.
Jej uwagę przykuł chłopak w kapturze i masce. Przechodził akurat tuż obok reportera prowadzącego wywiad z pewnym starszym mężczyzną.
Victorii wydawało się, że chłopak nim zniknął z ekranu uśmiechnął się przez maskę, a w ciemnym oczodołach tejże maski coś błysnęło. Wzdrygnęła się. Błagała w duchu kogokolwiek o szybki powrót jej przyjaciółki, by zapomnieć o tym dziwnym śnie.
Poderwała się gdy usłyszała otwierane drzwi. Podeszła do drzwi mając szczerą nadzieję na ujrzenie w nich Shaten z jakimiś zakupami, lecz u progu drzwi nikogo nie było. Same z siebie się otworzyły?
Otworzyła szeroko oczy gdy poczuła jak ktoś obejmuje ją od tyłu i kładzie głowę na jej ramieniu.
- Tęskniłaś?

Theme


CHYD Main Theme

Shaten Main Theme

Victoria/Hiyori Main Theme


Rig Main Theme


Adrien Main Theme
Mia Land of Grafic